Od Religijnego Rygoru do Żywej Wiary – Jak Przestać Być „Faryzeuszem” i Poznać Prawdziwego Boga? Kacper o Tradycji, Strachu Przed Charyzmatykami i Zaskakującym Pukaniu do Drzwi
Czy czujesz czasem, że Twoja wiara to jedynie zbiór sztywnych zasad, nakazów i zakazów? Czy zdarza Ci się oceniać innych ludzi przez pryzmat tego, jak często chodzą do kościoła, potajemnie budując własne poczucie wyższości? W dzisiejszym świecie, nawet w środowiskach religijnych, bardzo łatwo jest pomylić prawdziwą, żywą relację z Bogiem z chłodnym odhaczaniem kolejnych obowiązków. W najnowszym odcinku podcastu „Kim Jestem” swoją historią dzieli się 29-letni Kacper, który przeszedł niezwykłą drogę – od „poukładanego prymusa” wytykającego innym błędy, do mężczyzny, który odnalazł w wierze wolność, autentyczność i prawdziwą miłość.
Kacper zabiera nas w podróż przez lata budowania swojego idealnego, ale powierzchownego wizerunku, czas studenckiego oddalenia od Boga w Hiszpanii, aż po jeden niepozorny wieczór w warszawskim mieszkaniu, kiedy zwykła wizyta duszpasterska zapoczątkowała proces kruszenia jego ego.
Fundament tradycji i pułapka „faryzeizmu”
Kacper rozpoczyna swoją opowieść od powrotu do czasów dzieciństwa. Wychowany w tradycyjnej, polskiej, katolickiej rodzinie, od zawsze był blisko Kościoła. Był ministrantem, lektorem, nie pił alkoholu, nie palił papierosów. Na zewnątrz – chłopak z plakatu. Jednak to poczucie własnej nieomylności zrodziło w nim postawę, którą dziś sam nazywa wprost: faryzeizmem.
Zamiast miłości do drugiego człowieka, Kacper odczuwał potrzebę kontrolowania i pouczania innych. Jego wiara była oparta na fundamencie, ale brakowało w niej żywego Boga.
„Byłem wtedy taki bardzo wierzący, ale w taki sposób… powiedziałbym wręcz faryzejski. Bardzo lubiłem wytykać innym błędy. Szczególnie tym bliskim. Dlaczego ty nie chodzisz do kościoła w niedzielę? Dlaczego nie pościsz w piątek? Byłem postrzegany jako ktoś taki fanatyczny, niedojrzały. (…) Miałem zbudowane poczucie własnej wartości, ale to było takie bardzo chłodne, poukładane chrześcijaństwo.”
Oddalenie, Hiszpania i duma, która buduje mur
Z czasem, gdy Kacper wyjechał na studia i zaczął wchodzić w dorosłe życie – zajmując się marketingiem i mediami – jego priorytety uległy zmianie. Choć z przyzwyczajenia wciąż chodził w niedzielę na Mszę, Bóg przestał być w centrum. Prawdziwy kryzys, a raczej „ciche oddalenie”, nadszedł podczas wymiany studenckiej w Hiszpanii.
Kacper poczuł, że jego relacja z Bogiem stała się letnia. Trzymał się swoich przyzwyczajeń, ale nie pozwalał Bogu ingerować w swoje decyzje. Co więcej, wciąż nosił w sobie uprzedzenia. Jak sam przyznaje, na tamtym etapie wspólnoty charyzmatyczne, ludzie podnoszący ręce na uwielbieniu czy modlący się w sposób spontaniczny, wywoływali w nim wręcz przerażenie. Uważał to za dziwactwo i „herezję”. Jego serce było zamknięte, poblokowane i w pełni skupione na własnym komforcie.
Ksiądz w drzwiach i odpuszczenie kontroli
Przełom nadszedł w 2019 roku, w wynajmowanym warszawskim mieszkaniu. Podczas kolędy nikt ze współlokatorów nie chciał otworzyć drzwi księdzu. Zrobił to Kacper. Kapłan, który stanął w progu, zburzył wszystkie jego schematy – nie oczekiwał koperty, nie prowadził sztywnych, kościelnych monologów. Zaprosił Kacpra na spotkanie wspólnoty ignacjańskiej.
To był początek długiego procesu. Kacper, choć początkowo z dystansem, zaczął otwierać się na nowe doświadczenia. Zaczął poznawać Boga nie jako surowego sędziego z odległej rzeczywistości, ale jako kogoś bliskiego. Momentem kulminacyjnym było dla niego uwielbienie, na którym po raz pierwszy zrzucił swoją maskę poukładanego chłopaka i w pełni oddał kontrolę.
„Był taki moment, kiedy ja na jednym uwielbieniu powiedziałem Bogu: po prostu weź to. Ja już nie chcę tego trzymać. Boję się to puścić, ale Ty się tym zajmij. (…) W końcu robię coś dla Niego i dla innych. Coś, co jest wartościowe, a nie coś, co jest tylko piękne w oczach świata.”
Jego przemiana była tak głęboka, że gdy pewnego dnia na spotkaniu zaproszona przez niego znajoma (która później została jego żoną!) pomyliła jego imię, nazywając go publicznie Kamilem. Okazało się, że Bóg właśnie wzywa go po imieniu, bo to imię było jego pierwsze, ze chrztu.
Jeśli czujesz, że Twoja wiara utknęła w martwym punkcie, jeśli boisz się puścić kontrolę nad swoim życiem lub chowasz się za maską religijnej poprawności, by ukryć swoje braki – ta historia może stać się Twoim punktem zwrotnym. Kacper udowadnia, że Bóg ma niesamowite poczucie humoru i potrafi wyciągnąć nas z naszych najgłębszych schematów.
Posłuchaj pełnego, niezwykle inspirującego świadectwa Kacpra w najnowszym odcinku podcastu „Kim Jestem”:


