Od „Kozła Ofiarnego” do Prawdziwej Wolności – Jak Zdjąć Maskę i Odkryć Siebie? Mariusz o Depresji, Buncie i Głosie, Który Zmienił Wszystko
Czy zdarza Ci się zakładać maskę tylko po to, by przetrwać w grupie? Czy z lęku przed odrzuceniem i brakiem akceptacji próbujesz stać się kimś, kim w głębi duszy zupełnie nie jesteś? W dzisiejszym świecie, pełnym presji i oczekiwań, bardzo łatwo jest zagubić swoje prawdziwe „ja” i wpaść w spiralę nałogów, agresji czy sztucznych relacji. W najnowszym odcinku podcastu „Kim Jestem” swoją poruszającą, niezwykle szczerą i surową historią dzieli się Mariusz (dla znajomych „Maniek”) – 35-latek, który sam o sobie mówi: „Zwyczajna osoba, która doświadczyła dość niezwykłych rzeczy”.
Mariusz zabiera nas w głęboką podróż przez piekło szkolnego dręczenia, głęboką depresję, budowanie fałszywego wizerunku twardziela, aż po jeden, niewytłumaczalny moment w kościele, który wywrócił jego życie do góry nogami i przyniósł upragnione uzdrowienie.
Jesteśmy sumą naszych doświadczeń
Mariusz rozpoczyna swoją opowieść od ważnej refleksji, którą usłyszał kiedyś na treningu sportów walki: jesteśmy sumą naszych doświadczeń, odbytych treningów, napotkanych ludzi – tych, którzy wyciągnęli do nas dłoń, i tych, którzy nas po prostu „kopnęli”.
Jego pierwsze trudne doświadczenie to rozwód rodziców, który zasiał w nim ogromny lęk. Jako chłopiec był przerażony, cichy i zamknięty w sobie. Prawdziwy koszmar zaczął się jednak w gimnazjum, gdzie z powodu swojej nieśmiałości stał się szkolnym „kozłem ofiarnym”.
„Byłem gnębiony przez całą szkołę dosłownie tylko dlatego, że byłem nieśmiały i biedny. To był chyba pierwszy raz, kiedy mogę tak świadomie powiedzieć z perspektywy dorosłego: nabawiłem się depresji. Bałem się chodzić do szkoły, nienawidziłem jej. Codziennie ktoś mnie prześladował (…). Wtedy pamiętam, że pierwszy raz marzyłem o samobójstwie.”
Budowanie fałszywego „Ja” – Maska Twardziela
Nie mogąc znieść bólu i odrzucenia, Mariusz postanowił drastycznie się zmienić. Zrozumiał, że społeczeństwo ma swoje brutalne zasady gry. Zauważył, że alkohol rozwiązuje mu język i dodaje odwagi, a agresja sprawia, że oprawcy zaczynają się wycofywać. Zaczął kreować nową wersję siebie – sztuczną, ale pozwalającą przetrwać.
Z cichego chłopca stał się bywalcem dyskotek, „podrywaczem”, osiedlowym dilerem i osobą szukającą akceptacji w używkach i płytkich relacjach. Zmienił ubiór, zaczął trenować sporty walki, zakładał na siebie „kapturek bezpieczeństwa”. Jak sam jednak przyznaje, to wszystko było jednym wielkim pozerstwem.
„To było sztuczne. To nie byłem ja. To była jakaś wersja, którą chciałem wykreować, bo wydawało mi się, że to będzie dobre. (…) Pragnąłem być kochany, żeby ktoś mnie zaakceptował takim, jakim jestem, no i chciałem mieć tę prawdziwą miłość.”
Pustka na dnie i poczucie bycia „Trędowatym”
Mimo zmiany wizerunku, fałszywe życie zaczęło się sypać. Używki, problemy w pracy, utrata stanowiska, płytkie i oparte na kłamstwie relacje sprawiły, że Mariusz znowu znalazł się na dnie. Przez lata próbował naprawiać siebie na własną rękę: ćwiczył, medytował, szukał odpowiedzi, ale ból i pustka związana z głęboką depresją nie znikały. Czuł się odrzucony, jak sam to określa – był dla innych jak „trędowaty”. Nawet koledzy z osiedla nie traktowali go poważnie.
Po latach niechodzenia do kościoła pojawił się tam za namową swojej siostry. Mariusz, pełen cynizmu i buntu, poszedł tam z zamiarem wyśmiania całego wydarzenia. Zabrał ze sobą „szprychę”, żeby – jak to ujął – włożyć kij w mrowisko. Zamiast tego, to jego życie zostało wywrócone do góry nogami.
Ten jeden moment: Głos, który leczy depresję
Podczas spotkania pewna kobieta wzięła mikrofon i powiedziała, że wierzy, iż Bóg chce właśnie w tym momencie kogoś uleczyć z depresji. To, co wydarzyło się później, wymyka się racjonalnemu tłumaczeniu. Mariusz poczuł fizyczny ucisk na sercu i usłyszał w swojej głowie głos.
„Usłyszałem głos: »Nie martw się. Ja zawsze byłem przy tobie i zawsze będę«. Wtedy w moje ciało wlało się fizycznie uczucie ciepła, miłości, pokoju… Płakałem jak głupi, nie mogłem się powstrzymać. Wiecie, facet musi być twardy, sztywny, nieugięty (…), a ja płakałem w drugiej ławce w kościele (…). Jakby dwadzieścia parę lat niekochania było zwrócone w jednej chwili.”
To doświadczenie sprawiło, że z dnia na dzień Mariusz odzyskał prawdziwą wolność. Odpadły od niego nałogi, zniknęła potrzeba udawania twardziela z osiedla, a z myśli wyparowały przekonania, że jest „śmieciem i nikim”. Choć zmiana wywołała szok (i często odrzucenie) w jego dawnym środowisku, wreszcie odkrył, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną – dorosłym, który bierze odpowiedzialność za swoje czyny, kocha swoją żonę i dzieci, i nie musi już nikogo udawać.
Jeśli czujesz, że jesteś uwięziony w swoich maskach, zmagasz się z odrzuceniem, depresją lub po prostu szukasz sensu i dowodu na to, że nawet z największego życiowego dołka da się wyjść – ten odcinek jest właśnie dla Ciebie.
Posłuchaj pełnego, niezwykle poruszającego świadectwa Mariusza w najnowszym odcinku podcastu „Kim Jestem”:


